FANDOM


Przerażony gwałtowną ciszą w pierwszym odruchu chciał podejść do siedzącego przed nim mężczyzny, złapać za poły marynarki i trząść nim. Trząść. dopóty nie wykrzyczałby, co się stało z jego towarzyszami, nie wyjawił, jak ich ocalić. A potem tłukłby tę kanciastą gębę, póki ręce nie omdlałyby mu z wysiłku. Dopiero potem zrozumiał na CO dokładnie patrzy.

Maxwell… Wychudzony mężczyzna poszarpanym płaszczu ledwie go przypominał. Przetłuszczone, brudne włosy w nieładzie, skóra poszarzała, oczy straciły wszelki blask. Do tego ten wyraz twarzy. Oblicze kogoś przeraźliwie cierpiącego, kto jest zbyt wycieńczony, aby w jakikolwiek sposób to okazać.

Pełen oskarżeń krzyk uwiązł Wilsonowi w gardle. Po chwili zdał sobie sprawę, że wynędzniałego mężczyznę utrzymuje w jego wielkim, przypominającym tron fotelu… Fotel. Z oparcia i podłokietników siedziska wyrastały liczne macki krępujące Maxwella. Gdy przyjrzał im się bliżej, zdał sobie sprawę, że część z nich wrasta w jego ciało. Wyglądało to tak jakby mebel był monstrualnym pasożytem,  mało tego. Wilson nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że ów patrzy na niego złowrogo, a zarazem wyczekująco.

Maxwell z trudem uniósł głowę i spojrzał na niego. Przez jego twarz przebiegł jakby skurcz. Naukowiec nie potrafił ocenić czy miał to być wyraz bólu czy uśmiech.

- Wilson… Więc tak to się skończy. Witam cię… Wejdź, dotrzymaj nam towarzystwa.

Niepewnie zrobił parę kroków naprzód, nie spuszczając Maxwella z oka.

- Co się stało z pozostałymi? – zapytał, starając się nadać głosowi pewny, stanowczy ton. – Żyją?

- Nie wiem.

- Jak to nie wiesz?! Ty nas tu sprowadziłeś, ty…!

- Mój drogi Wilsonie, widzisz… Tu nawet władca marionetek tańczy na sznurkach – niezdarnie uniósł dłoń, którą żelazne macki błyskawicznie przyciągnęły z powrotem do fotela. Jednak Wilson zdążył dojrzeć krew i rozdarte ciało, w którym się wiły.

- C-co to znaczy?

- Że nie jestem wstanie ci pomóc. Tobie ani im. Nikt nie jest.

Hucząca muzyka ze stojącego nieopodal tronu gramofonu niepozwalana się mu skupić, poza tym  ledwie słyszał przez nią Maxwella, którego głos oscylował wokół szeptu. Poirytowany kopnął urządzenie, a te z cichym, brzmiącym jak pretensja zgrzytem zamilkło. Jaskinię wypełniła ciężka od napięcia cisza.

- Dziękuję – wyszeptał mężczyzna. – Słuchałem tego wieczność.

- Co się tu dzieje?! Kim ty właściwie jesteś, co?! Mów, bo jak nie… - podsunął mu pod nos zakrzywione ostrze siekiery, jednak nie wyglądało na to, aby groźba poskutkowała. Oczy mężczyzny nie wyrażały ani odrobiny strachu, jedynie obojętność.

- Ja byłem… Człowiekiem. Zdarzył się wypadek… Ściągnęli mnie tutaj. Na początku niewiele tu było, głównie ciemność, popioły i Oni. To ja to wszystko stworzyłem, to ja ściągnąłem was tutaj, ale chcieli tego wszystkiego. Zmienili mnie… Ja… Ja naprawdę… Mój umysł nie działa tak jak powinien. Odkąd przeszliście przez pierwsze wrota nie mogłem już NIC zmieniać. Mogłem tylko patrzeć. Teraz odebrali mi nawet to. Jestem tylko ja, Oni i ciemność…

- Kim są Oni?!

- Oni… Oni zawsze są… Zawsze obserwują, czają się poza zasięgiem wzroku, szepcą, mącą…

Macki na tronie poruszyły się jakby gniewnie ściskając mężczyznę, na co ten syknął. Wilson poszuł zapach krwi, a po chwili… Nie, to nie mogło być prawda. Tuż pod skórą Maxwella poruszały się dziesiątki cieniutkich, przypominających robaki macek, które niemal całkowicie pokrywały jego ręce, a zapewne również nogi i grzbiet.

Naukowca ogarnęła złość wymieszana z rezygnacją. Tyle przeszedł, pozostali niewykluczone, że zginęli, a u celu nie tylko nie otrzymał wolności, ale też żadnych informacji. Zastał jedynie przykuty do koszmarnego tronu, udręczony wrak człowieka dla którego nie było już nadziei.

Nie wiedział, co go czeka dalej, ale jedno było pewne: nie mógł tak zostawić Maxwella. Nienawidził go, ale pozostawienie go tutaj, na żer upiornego fotela, byłoby okrucieństwem. Zatem postanowił zrobić jedyną rzecz, jaką mógł w tej sytuacji. Ofiarować mu jedyną formę litości, jaka była dostępna.

Zacisną dłonie na krzemiennej siekierze i zamachnął się na siedzącego mężczyznę.

Gwałtowny błysk, przeszywający grom i uderzenie. Cios niewidzialnej energii, która odrzuciła go od tronu, jednocześnie niszcząc broń.

Gdy tylko echa gromu umilkły, grotę wypełnił ponury, podbarwiony beznadzieją śmiech Maxwella.

- Oni na to nie pozwolą. Próbowałem już. Próbowałem więcej razy niż potrafię zliczyć. Tron musi mieć zasiadającego. Świat musi mieć króla.

- To co mam zrobić?! Jak się stąd wydostać?! Jak ocalić moich przyjaciół?!

- Nic nie wiem, ja już nic nie wiem. Mój umysł… Odebrali mi wszystko, pamięć, całą wiedzę. Wybacz mi Wilsonie. Wybacz mi Char… Wybaczcie.… Nie mogę pomóc sobie, ani wam.

Naukowiec nie chciał w to wierzyć. Nie rozumiał, co się dzieje, jednak jedno było pewne – to nie Maxwell pociągał za sznurki. Nie tak naprawdę.

Przestraszony i skołowany rozejrzał się po oświetlonej płonącymi filarami grocie. Ze sklepienia zwisały groźne stalaktyty, tron Maxwella otaczały upiornie wyglądające, cieniste kolce za którymi widniał niewysoki mur, okropny gramofon milczał od czasu, gdy wymierzył mu stanowczego kopniaka. Wrota natomiast… Wrota zamknęły się na głucho, a zza ciężkich skrzydeł z czarnego kamienia nie wydobywał się nawet jeden dźwięk. Nikt nie odpowiadał na jego łomotania, krzyki i prośby. Nie miał pojęcia czy jego przyjaciele przetrwali czy może pochłonęły ich koszmary. Był przerażony i samotny. Okropnie samotny, mimo obecności  ponuro spoglądającego na niego Maxwella.

Nie było tu żywności ani wody czy też drogi wyjścia. Czyżby po tym wszystkim miał umrzeć z głodu i pragnienia? Sczeznąć u stóp człowieka wyglądającego, jakby od stuleci pragnął śmierci? Nie! To nie mogło się tak skończyć!

Nagle zauważył to… W cieniu muru za tronem coś się kryło.

Szybkim krokiem ruszył w kierunku zauważonego „czegoś”. Okazało się, że owe coś była to pokrzywiona, metalowa „laska” zwieńczona podobnym do radia urządzeniem. Nieopodal połyskiwała wbudowana w podłogę sześcioboczna, otoczona niskimi, zakrzywionymi kolcami płyta z otworem po środku. Zbadał ją dokładnie, a nawet wsunął palec do otworu, ryzykując jego utratę. Całość przypominała mu zamek, układ wewnętrznych ścianek „dziurki od klucza” miał podobny kształt jak dół laski. Zerknął niepewnie na Maxwella.

- Klucz i zamek? – zapytał. Nie sądził, żeby mężczyzna zechciał go ostrzec, gdyby mechanizm miał przynieść  mu śmierć, ale mimo tego spróbował.

- N-nie wiem… Było jak tu przybyłem. Pewnie nic dobrego.

„Nic dobrego”. Właściwie to sam miał podobne uczucie w stosunku do tajemniczej „kłódki”. Czuł, że to, co nastąpi, gdy wsadzi do niej radio-laskę wcale mu się nie spodoba, ale z drugiej strony czy miał coś do stracenia? Nie. Czy miał inny wybór? Nie… Chyba, że chciał tu umrzeć.

Wziął głęboki wdech i jednym ruchem wepchnął laskę do zamka. Rozległ się głośny trzask, potem metaliczny szczęk. Ziemia się zatrzęsła, a upiorny tron… Cóż, zmienił się w setki długich macek różnej grubości, które błyskawicznie zniknęły pod ziemią. Zaskoczony Maxwell ciężko upadł na ziemię, a jego twarz, gdy podnosił się chwiejnie wykrzywiło pierw graniczące z lękiem niedowierzanie, a po chwili uśmiech, który błyskawicznie ustąpił przerażeniu.

Zdumiony Willson patrzył jak Maxwell wydaje z siebie pełen bólu wrzask i osuwa się na kolana, a jego skóra i ciało obracają się w pył. Jeszcze przez chwilę stał przed nim wygięty w dramatycznej pozie szkielet, lecz i on skończył jako kupka prochu.

- C-co się…

Nie dokończył. Sekundę później macki ponownie wystrzeliły spod ziemi, oplotły go i uformowały się na kształt siedziska. Wrzeszcząc i kopiąc czuł, jak miliardy „robaków” przeszywają jego ciało, kości i umysł. Błagał o litość, błagał o pomoc, lecz wiedział, że to bezskuteczne. Miał skosztować losu Maxwella. Wielowiekowej tortury, mającej się zakończyć wyzwoleniem w śmierci.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki